Elżbieta Szyłobryt

 

Mieszkanka Trzcinowa

Na Żuławach Gdańskich od 1948 roku, jej mąż od 1947 roku.

 

Przyjechała Pani tu w 1948 roku?

Tak, mąż tu był w 1947roku, a ja później doszłam.

 

Jak tu to wszystko wyglądało, okoliczne domy?

Jak ja tu przyszłam to on już tu trochę uprzątnął, woda tu była wszędzie, trzeba było łódką dojeżdżać. Nikogo tu nie było już.

 

A Niemców tych starych już tu nie było?

Nie, już tu nikogo nie było.

 

I nie wrócili potem?

Nie, nie wrócili, już tu nikogo jeszcze nie było.

 

A te domy mówi Pani były ograbione.

One były, wie Pan podgnite takie. Jak zaczęli pompować, te pompy uruchomili, to ta woda wtedy zeszła. Tylko my z początku pola nie mieli bo to było wszystko zalane. Później nam pomiar taki zrobili, każdemu dali ileś tam hektarów.

 

A ile dawali tych hektarów?

My najpierw mieli 6 potem dodali nam 3 no i tak 13 mieliśmy wszystkich.

No i dorabialiśmy się, nie mieliśmy nic, także ja nic nie miałam, mąż przyjechał, on tam był na tych wojnach pod Monte Casino, no i tu nic nie miał, także my tak dorabialiśmy.

 

A mąż skąd pochodzi?

Z Wilna.

 

A jak się nazywał mąż?

Szyłobryt Stanisław

 

I mówi Pani że pod Monet Casino walczył.

Tak, najpierw był na jednym froncie, później tam jak to mówią do niewoli się dostał, potem no jak to powiedzieć - uciekał niby do domu tam ale na granicy go złapali, dwóch ich tak poszło z tej niewoli, bo chcieli do domu. U tego Niemca byli tam no i chcieli do domu, no i na granicy jak to Litewska-Rosyjska jakoś tak, no i ich wzięli na Sybir wojaków, jako szpiegi oni byli. No i tam na tym Sybirze był ileś tam lat. Tam już byli wykończeni prawie, gen. Sikorski ich z stamtąd wyciągnął, oni tam trochę się odżywili, później poszli tam na ten front pod Monte Casino. On tak opowiadał, tyle ja wiem.

 

A Pani skąd pochodzi?

A ja tutaj od Kartuz, z Kaszub.

 

A jak nazwisko Pani z domu?

A moje Zaworska.

 

A dokładnie z jakiej wsi?

Ja Sierakowice, ale jeszcze od Sierakowic moja wioska to był Welk, taka mała.

 

A czemu Państwo wybrali akurat Żuławy?

No wybrali, wie Pan mąż tutaj jak przyjechał z Anglii to nie miał gdzie się podziać, no to tak jakoś szukał żeby gdzieś się osiedlić. A ja to tak chodziłam po świecie, rodzice poumierali.

 

W czasie wojny umierali?

Tak, matka umarła zaraz po wojnie, a ojciec to zmarł jeszcze bardzo wcześnie 1933 roku jak ja miałam 11 lat. Poniewierałam się od jednego do drugiego, aż w końcu poznaliśmy się tu to przyszłam i zaczęliśmy gospodarzyć z niczego. Nic nie mieliśmy ani on ani ja.

 

A jak potem było?

Potem dzieci i wie Pan tylko praca, praca, także potem mąż zaczął chorować już. To wszystko się odbijało ten Sybir cały. Zaczął chorować, ciężko było, ja już też siły nie miałam, dzieci porozchodziły się.

 

A Niemcy kiedyś przyjechali do Pani ci starzy którzy tutaj mieszkali?

Do na to prawie nie, ale tu do sąsiadów byli te Niemcy stąd. I tam też u następnego byli, ale tu u nas nie był żaden z nich.

 

Może nie przeżyli Ci którzy tu mieszkali.

A w tym domu jak Pani tu przyszła, były tu jakieś ślady po Niemcach, jakieś sprzęty?

Tu była stara stodoła spalona tu obok, a na strychu to tylko był bałagan, pióra porozsypywane, śmieci, jak Ruskie tu weszli to oni tu bałagan zrobili, jak to Ruskie.

 

Tutaj żyjecie koło wody, czy czuliście takie zagrożenie, że ta woda będzie się podnosić?

Jak ta woda jeszcze nie spłynęła to baliście się tego?

Nie, to już nie, jak te kanały oczyścili to pompa poszła i woda zeszła, tak to jak tam tą Wisłę przerwali to, to wszystko poszło tu i to wszystko płynęło. Ryby można było rękami łapać, to wszystko było zalane.

 

A jak to wszystko było podmokłe takie to obawialiście się tego że to znowu zaleje?

Nie, to już nie było zagrożenia, bo jak już zablokowali ten wał tamten główny to już nie było obawy.

 

Z woda żeście nie wojowali.

Macie tu piwnice? Czy woda stoi w piwnicach? 

Mamy kawałek piwnicy, tylko pod tym pokojem. Jakby już tak dużo zalało to tym fundamentem trochę przesiąka.

 

Ten dom jest cały drewniany?

Tak, on drewniany tylko tam dokoła trochę syn tam poprawiał, bo to się wszystko sypało.

 

A Pani dom rodzinny na Kaszubach jeszcze istnieje?

Wie Pan nasz dom rodzinny - ja tam miałam rodzinę, ale ja jestem ostatnia z rodziny. Nas było sześcioro, ale to wszystko poumierało tylko ja zostałam się sama. Ale nasz dom, który był to już tam nie ma nic, tam już pobudowali nowy.

 

Jakby Pani chciała wrócić, uciec z Żuław to nie ma dokąd.

Nie, już nie mam gdzie iść, już nie mam nikogo.

 

Tak zaraz po wojnie to tylko z rolnictwa żyliście, czy coś łapaliście, jakieś ryby?

Nie nic tu nie było, my to tu tak żeśmy jakąś krowę mieli, to z tego żyliśmy. Jeszcze musieliśmy wziąć kredyt, konia kupilim i tako pomału zaczęliśmy gospodarzyć. Się spoczątku koniem robiło, jeden koń potem drugiego kipilim. I tak mąż pracował, a później jak już nie mógł mąż to wszystko najmowaliśmy z kółka rolniczego, to już tedy nie opłaciło nam się robić, także musieliśmy zdać tę gospodarkę.

 

A mieliście na początku kłopoty z uprawą ziemi?

No z uprawą ziemi był kłopot. Tu to w ogóle, na dole był taki wał tylko on jest zabrany, a za wałem tam dostaliśmy trzy hektary, tam było już lepiej. Jak oni te rowy wyczyścili - melioracja to tu obeschło, a tak to tu nie szło robić. A potem tak po kawałku mąż orał, tym koniem jednym, tak dorabiał się człowiek.

 

Elżbieta Szyłobryt

14 października 2004

 

Wywiad przeprowadzili: 

Dariusz Piasek i Marek Opitz