Józef Królewiecki

 

Mieszkaniec Błotnika. 

Na Żuławach od 1950 roku. 

74 lata

 

Ja tu się ożenił z Niemką, z jego córką ożenił się, oni nie żyją już. Jak mnie opowiadali to on pracował tak jak ten Bogdanowicz je to był Niemiec, on był pracownikiem i robił, nie był bogaty tylko pracownik był. A on był też pomorzakiem, on był pomorzak, a jego żona była też stąd, tak samo jaki i moja żona.

 

A Pana żona też już nie żyje?

Nie żyje już, rak wszystko zjadł.

 

A mówi Pan, że Pan pamięta jak tu jeszcze woda była, jak tu wszystko wyglądało?

Jeszcze gospodarzy wtedy nie było, tu były budynki, tylko tu była chmara. No i tamten budynek był wolny tutaj ten Bogdanowy - Niekalandy W 1947 przyjeżdżałem tu do brata. Tutaj na wsi tę wodę Polacy szybko wyciągnęli, Niemcy to oni mówili, że Polacy szybko tego nie osuszą, a to rok czasu i już można było jeździć. Bo tylko tam chcieli za wałem, nawet ten gospodarz co tam mieszkał to on wszystko sadził za wałem bo tam wody nie było. Nasi Polacy oni dobrzy są, ale zobaczy Pan jeszcze będą żałować że ten wał rozwieźli. Jak takie przyjdą wody jak kiedyś były, to woda wyleje, ona przepłynie na tę stronę. Potrzebna była ziemia i wywozili. Przyjeżdżali Polacy gospodarstwa coraz więcej, żenili się, bawili się i tak było.

 

A Pan jak się nazywa?

Królewiecki Józef

 

A ile lat ma Pan?

Trzydziesty rocznik równy, czyli 75 idzie.

 

I od 1950 roku Pan tu mieszka?

No ja tu przyjeżdżałem wcześniej do brata.

 

A gdzie brat mieszkał?

Też już nie żyje ale tam mieszkał, z tej strony kanału.

Eee... Panie ta gospodarka to już dzisiaj dziadostwo.

On miał cztery konie, on końmi bardzo lubił robić, miał tu czternaście czy ileś hektarów. Wszystko idzie na dziadostwo.

 

Dlaczego?

Ja tak widzę bo i u mnie o hektar ziemi i nie ma komu robić. A kiedyś było obrobione i dla mnie było jeszcze za mało. Przyszedł czas to przyjechałem do Gminy, tyle i tyle zboża mam odstawić, wymłóciłem, na traktor, bo ja kiedyś pracowałem w kółku SKZ po gospodarzach, byłem w delegacji w mieście więcej niż po gospodarzach, bo na spychu robiłem na Decie po całym powiecie mnie wozili. A ja tutaj obrabiałem sobie i wiedziałem że żyję. A teraz to Panu prosto w oczy powiem, dziadostwo się robi. Chodzisz Pan i roboty nie możesz znaleźć. Tu jest tyle, siedzą chłopy młode i gdzie pójdą robić? A ja wypracowałem, ma te rentę 1400 złotych, wyrobiłem to i dostałem. Jakoś tak się nie daję, a już biodra nie mam tu już chodzić nie mogę, ale jeszcze sobie idę i powolutku sobie robię.

 

A żona kiedy zmarła?

W 1966 roku, ona w piersi miała raka.

Dziewucha była nie taka ostatnia, ładna była, pracowita była jak cholera jasna.

My świnie trzymalim, ja byłem w delegacji a ona wszystko obrobiła, to dużo daje, jak się ma dobrą gosposię to wszystko jest dobrze. Na tej ziemi trzymalim sto kurów ze dwa świnie i zawsze było swoje to nie to że się szło kupić. To teraz tak wyszło dziadostwo.

 

Królewiecki Józef

14 października 2004

Wywiad przeprowadzili: 

Dariusz Piasek i Marek Opitz